środa, 26 listopada 2014

Część 5.




Smacznie sobie spałem, gdy do moich uszu dobiegł czyjś głos. Był to Daniel.
- O kurwa, Malik. - Po tych słowach rozchyliłem powieki i rozciągnąłem się, zauważając w tym samym momencie, że jestem nagi. - Ukradli ci ciuchy czy na kogoś czekasz? - kontynuował Daniel.
- Byłem pewny, że się ubrałem po wczorajszym.
- A co było wczoraj? - zapytał ze śmiechem. - Jakie miejsce tym razem wybrałeś? - Chwyciłem poduszkę i rzuciłem w niego, jednak mój rzut nie był celny.
- Wal się, idę się ubrać. - Wstałem i jedną z poduszek zakryłem pewne części ciała. Następnie skierowałem się do sypialni.
- To zostawmy na wieczór. - W drodze uśmiechnąłem się tylko sam do siebie, ale wiedziałem, że Daniel zrobił dokładnie to samo, co ja.
Rzuciłem poduszkę na łóżko i wybrałem z szafy przypadkowe spodnie i czarną koszulkę. O kurwa, zapomniałem o bokserkach, no tak, ale czy one w ogóle są mi potrzebne? Myślę, że nie. Zdecydowałem wreszcie i poszedłem do kuchni, gdzie czekał na mnie Daniel.
- To tak wygląda pan Malik po upojnej nocy? - Daniel znów się ze mną drażnił, nigdy nie było mu dość.
- Daruj sobie. Po co właściwie przyszedłeś? - zapytałem chcąc wiedzieć, o co chodzi. - Bo raczej nie, żeby sobie na mnie popatrzeć. - W tym momencie pociągnął duży łyk soku, a kiedy to powiedziałem, prawie wypluł go z buzi.
- Jak jeszcze nie wiesz, to jestem hetero - odpowiedział, gdy już uspokoił oddech.
- Odpowiesz mi łaskawie na pytanie?
- Pamiętasz jak prosiłeś mnie, żebym znalazł coś na tę prawniczkę? - Pokiwałem twierdząco głową.
- No i znalazłeś?
- Można tak powiedzieć, ale nie wiem czy to cię zainteresuje.
- No mów, sam zdecyduję - odparłem, chcąc czym prędzej wiedzieć o jej czarnej stronie.
- To usiądź i słuchaj. - Nie posłuchałem go, ale za to oparłem się rękami o blat, jednocześnie wyobrażając sobie, jak cudownie mogło być wczoraj.
- Rok 2009, obóz pływacki przy jeziorze na obrzeżach Amsterdamu. Twoja nieskazitelna pani prawnik wrzuca do wody chłopaka, który nie chciał jej pocałować.
On cudem uchodzi z życiem, a ona trafia do poprawczaka. Wychodzi z niego rok później dowiadując się, że jej ojciec został zamordowany przez niewiadomo kogo. Dziewczyna postanawia zemścić się na nim i już pół roku później zostaje skazana na 6 lat więzienia. Dowiadując się o tym ucieka do Londynu i zmienia nazwisko.
- W takim razie, jak ona została prawnikiem? - zapytałem zdziwiony.
- Wyrok uległ zatarciu. - Pod wpływem jego słów ręce mimowolnie ześliznęły mi się z blatu. Otrząsnąłem się chwilę później, wyszedłem z kuchni i w pośpiechu zabrałem skórzaną kurtkę z wieszaka. Nie zamykając za sobą drzwi, podbiegłem do samochodu i ruszyłem z piskiem opon. Z daleka słyszałem jeszcze krzyki Daniela, ale mało mnie one obchodziły.
Byłem już blisko centrum, kiedy zadałem sobie pytanie, gdzie ja właściwie jadę. Przecież miałem jechać do Alison Grey, a może Alison Lean? W tym samym momencie skręciłem w przeciwnym kierunku, o mało co nie potrącając kobiety z dzieckiem, która właśnie przechodziła przez ulicę.
Gdy byłem już w pobliżu mojego celu zaparkowałem i przeszedłem się tam, żeby jeszcze ochłonąć.
W budynku odnalazłem drzwi z tabliczką "Alison Grey" i bez pukania wszedłem do środka. Tam powitały mnie słowa, które najwyraźniej nie były skierowane do mnie:
- Mary, prosiłam, żebyś nikogo nie wpuszczała. - Nic nie odpowiedziałem, tylko czekałem, aż podniesie wzrok znad papierów. Chwilę później zrobiła to, co chciałem, a na moich ustach ukazał się szeroki uśmiech. - To znowu pan?
- Też się cieszę, że panią widzę. - Naciągnęła usta tak, że jej uśmiech nie wydawał się szczey, ale to zapewne celowe zagranie z jej strony.
- Dobra, daruj sobie. - Wstała i ruszyła w moim kierunku. - Najlepiej wyjdź. - Wskazała ręką drzwi, ale MNIE tak łatwo się nie pozbędzie.
Spojrzałem na nią moim spojrzeniem pt."cotykurwasobiemyśliszniewieszkimjestem?" i dodałem: - Okey, wychodzę, ale możesz tego pożałować. - Odwróciłem się, żeby wyjść, kiedy ona mi odpowiedziała.
- I co mi zrobisz?
Myślisz, że jak laski na twój widok ściągają majtki, to możesz wszystko? - No właśnie o takie pytanie mi chodziło, a teraz ją uświadomię, co mogę.
Obróciłem się na pięcie w jej stronę, kopnąłem butem drzwi, które automatycznie się zamknęły i przytrzymałem Alison przy ścianie tak, aby nie mogła się ruszyć. Zmniejszyłem dystans między nami i mogłem usłyszeć, jak mocno bije jej serce w tym właśnie momencie. Uśmiechnąłem się w duchu widząc jak na nią działam i nachyliłem się nad jej prawym uchem, szepcząc:
- Wiem o tobie więcej niż ci się wydaje. Kojarzysz kogoś takiego jak Alison Lean? - Pokręciła przecząco głową. - Ja chyba też nie. - Wiedziałem, że zrozumiała, co mam na myśli i teraz będzie już współpracować.
Puściłem jej nadgarstki, a ona zapytała:
- Skąd to wiesz?
- Mam swoje sposoby - powiedziałem, a pomieszczenie wypełnił mój śmiech. - Zadzwonię, żeby omówić szczegóły współpracy. - Ostatni raz spojrzałem na nią, ale ona tylko tępo patrzyła się w jakiś oddalony punkt. Nie dziwię się, że jej pewność siebie nagle gdzieś znikła, przecież właśnie poinformowałem ją, że jej tajemnica nie jest nią już dla wszystkich.
Wróciłem do domu, a w sypialni zastałem Perrie rozpakowującą walizki. Przywitałem się z nią jakby nigdy nic, bez żadnych emocji, a jej to widocznie nie wystarczyło. Podeszła do mnie i cmoknęła w policzek zostawiając na nim różowy ślad w kształcie jej ust.
- Musiałaś? - syknąłem, wycierając twarz jakąś chusteczką.
- Co ty taki spięty?
- Bo ty jesteś w pobliżu.
- Jakoś na mahoniowym blacie moja obecność ci nie przeszkadzała.
- Ty też nie wyglądałaś wtedy na niezadowoloną.
- Udawałam.
- To teraz nie będziesz musiała.

***
Beta rozdziału - Monica

Hej, napisze krótko, żeby nie zanudzać.
1.Mam nadzieje, że rozdział wam się podoba. 
2.Dziękuje osobą, które komentują, bo to naprawde motywuje.
3.Zapraszam do zakładki "bohaterowie", bo zaszły tam pewne zmiany.
4. Jeżeli ktoś chciałby być informowany o rozdziałach napiszcie do mnie na twitterze - @domili_imbanana.
5. Zapraszam też na moje inne blogi:
- http://zwiastuny-doublenik.blogspot.com
- http://i-miss-everything-we-did.blogspot.com
- http://i-hope-your-heart-is-strong-enough.blogspot.com

środa, 12 listopada 2014

Część 4.






W tamtym momencie byłem niczym tykająca bomba, która w każdym momencie mogła eksplodować. Dlatego też postanowiłem odreagować w jednym z moich ulubionych klubów, "NoRules".
Skierowałem się do samochodu i już po chwili byłem pod wejściem do budynku, gdzie stała parometrowa kolejka do drzwi. Nie zważając na nią udałem się w stronę ochroniarzy. Podniosłem na nich wzrok, a oni, skinieniem głowy, wydali mi przepustkę na wejście do środka. Wchodząc usłyszałem za sobą głosy - podchodzące pod piski - dziewczyn, które prawdopodobnie mnie poznały. Szybkim krokiem odnalazłem swoją loże i rozwaliłem się na czarnej kanapie. Zamówiłem dwa drinki i usadowiłem się wpatrując w blondynkę przy barze, która raczej nie była w moim typie.
Nagle poczułem uderzenie i coś - lub ktoś - wbiło mnie w fotel. Okazało się, że to jakaś laska "przypadkowo" wpadła na moje kolana. Spojrzałem na nią i zeskanowałem jej ciało od dołu do góry, kończąc na jej oczach, kiedy już stanęła na własnych nogach. Podniosłem się z sofy i stanąłem zaraz za nią muskając palcami jej talię. Przejechałem opuszkami po ręce dziewczyny i chwyciłem jej dłoń.
Rzuciłem na stół, z nietkniętymi drinkami, pieniądze, by uregulować rachunek i wyszedłem, wraz z nieznajomą, z klubu.
***
Pomogłem jej wysiąść z samochodu, kiedy byliśmy już pod moim domem. Nie zamierzałem się z tym ukrywać, a Perrie - jak to zwykle - nie było, więc łatwo mogłem uniknąć niezręcznej sytuacji.
Wprowadziłem ją do domu i zapytałem:
- Zrobisz dla mnie coś specjalnego? - Spojrzała pytająco, ale szybko zmieniła wyraz twarzy, tak, by wydawała się pewna swojej odpowiedzi.
- Co zechcesz. - Uśmiechnęłam się, a w głowie roiło mi się od pomysłów, ale postanowiłem wybrać ten, który najbardziej mi odpowiadał.
Wziąłem ją za rękę i zaprowadziłem do kuchni, na co odpowiedziała mi kolejnym pytającym spojrzeniem.
- Chcesz się teraz wycofać? - zapytałem i spojrzałem na nią jednym z moich mrocznych, lecz zarazem uroczych spojrzeń.
- Nie, no co ty? - odpowiedziała łamiącym się głosem. - A o co mnie dokładnie "prosisz"?
- No wiesz, kiedyś, kiedy jeszcze Perrie mnie pociągała, ruchałem ją na tym oto właśnie blacie. - Przeciągnąłem ręką po jego wierzchu. - On jest mahoniowy - podkreśliłem. - Tak, żebyś wiedziała.
- Okey, to już wiem - powiedziała, z lekkim uśmieszkiem na pełnych ustach.
- Było cudownie, oczywiście dzięki mnie, bo Perrie nie była wprawiona i musiałem ją nauczyć wielu rzeczy. Na szczęście szybko się uczy.
- Czyli mam zrobić to samo? - zapytała. - Dać ci się wyruchać na tym kuchennym, MAHONIOWYM blacie?
- Masz z tym jakiś problem? - zapytałem, w miarę grzecznie, żeby nie było, że jest zmuszana.
- Może być ciekawie. - Uśmiechnęła się, a ja chwyciłem ją za tyłek i podniosłem na wysokość blatu, sadzając na nim.
Chwyciła róg swojej koszulki i już chciała ją podnieść do góry, kiedy ja chwyciłem jej nadgarstki i położyłem.
- Błąd. To ja ściągam twoją koszulkę. - Przygryzła tylko swoją dolną wargę i patrzyła na moje ręce próbujące zedrzeć z niej materiał.
Wreszcie uporałem się z jej bluzeczką i pochyliłem się, żeby ją pocałować (jeśli można było to tak nazwać). Jedną ręką chwyciłem jej biodro i przyciągnąłem do siebie, drugą zaś rysowałem linie na brzuchu, aż do rozporka jej spodni. Szybko go rozpiąłem i ściągnąłem z niej zbędne ubrania.
Trzymałem zębami jej wargę, po czym przeniosłem usta na jej szyję. Wiła się pod moim ciałem, więc postanowiłem ściągnąć spodnie i nie czekać już dłużej. Szarpnąłem za zamek od spodni, a ona oparła swoje dłonie o mój goły już tors. Spuściłem bokserki na podłogę i wdrapałem się na blat, grzebiąc wolną ręką w szufladzie, w poszukiwaniu prezerwatywy. W końcu oderwałem się od niej.
- Gdzie są kurwa kondomy? - krzyknąłem, a ona zwinnym ruchem zeskoczyła z blatu.
- Spięty jesteś, ja wychodzę. -poinformowała mnie i zaczęła wciągać na siebie ciuchy.
- To pomóż mi się rozluźnić.
- Chciałam, ale nie będę ryzykować bachorem, spadam.
- Nawet z Zaynem Malikiem? - Nie usłyszałem już odpowiedzi.
Wyszła, a ja zostałem sam, goły, stojący obok mahoniowego blatu.
***
Doprowadziłem się do porządku i odszukałem w moim minibarku szklankę i szkocką. Piłem, piłem i piłem. Pamiętam tylko jak dolewałem ciągle więcej do czasu, aż się skończyła, a mi nie chciało się iść po więcej - albo po prostu nie mogłem wstać z kanapy.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Beta rozdziału - Monica

środa, 29 października 2014

Część 3.




Szybko zwlekłem się z sofy i pozbierałem ciuszki pozostawione przez Perrie na podłodze, po czym włożyłem je do pełnej szafy. Przeszedłem holem do sypialni i otworzyłem okno, by do pokoju dochodziło świeże powietrze.
Przebrałem się w świeże ciuchy i podążałem do drzwi wejściowych, gdy coś zawibrowało mi w kieszeni spodni. Wyjąłem z niej telefon i otworzyłem wysłanego przed chwilą sms'a:




Kto to jest Zoe? Czy tylko ja mam taka słabą pamięć? Postanowiłem o tym zapomnieć i wyszedłem z domu do samochodu.
W drodze sprawdziłem najbliższą kancelarie prawniczą i pojechałem w jej stronę. 
Wysiadłem z samochodu i odnalazłem drzwi z napisem ALISON GREY. Imię i nazwisko wydawało mi znajome, ale bez wahania wszedłem do środka i zobaczyłem przed sobą kobietę z mojego snu: - Nie nauczyli pukać?-zapytała z kamiennym wyrazem twarzy.
- Jak nie muszę to nie pukam. Ale jak pani chce, mogę wejść jeszcze raz. - zadałem pytanie retoryczne i czekałem na odpowiedź.
- To proszę to zrobić, ale szybko bo zaraz wychodzę. - odpowiedziała, a ja miałem nadzieję, że się przesłyszałem.
- Zapytałem z grzeczności, więc może od razu przejdźmy do rzeczy... - zacząłem swój monolog, w którym ona bezczelnie mi przerwała.
- Ja też na  razie jestem grzeczna, ale mogę nie być. Nie żartowałam. - zatkało mnie, miałem nadzieje, że ona nie mówi poważnie, ale widocznie byłem w błędzie, wielkim błędzie i na wielką niekorzyść dla mnie było przekomarzanie się z nią.
- Zapomnijmy o tym niemiłym incydencie i przejdźmy do rzeczy, bo nie mam zbyt dużo czasu. - znów próbowałem zacząć, ale sytuacja znów się powtórzyła.
- Nie mam dużo czasu, a ty tylko to ignorujesz.
- Chciałbym przypomnieć, że nie jesteśmy na "Ty". - przypomniałem spokojnie, bo chciałem załagodzić sytuacje.
- Moi klienci zazwyczaj pukają do drzwi.
- Zazwyczaj, a ja nie jestem takim zwykłym klientem. Nazywam się ZAYN MALIK. - powiedziałem i zrobiłem pauzę, żeby miała czas zastanowić się czyżby na pewno mnie nie zna.
- Zayn, jak? - odpowiedziała drwiącym głosem. Momentalnie wszystko się we mnie zagotowało, ale próbowałem sprawiać wrażenie niewzruszonego.
- Może powinienem zmienić prawnika? - zapytałem, myśląc, że to coś zmieni.
- Jak można zmienić coś czego nie ma? - zapytała, a ja musiałem chwile zastanowić się nad odpowiedzią.
- Nie ważne czy coś jest możliwe, ja mogę i potrafię wszystko, na pewno chciałabyś zmienić coś w swoim życiu, co? - mówiłem to z przekonaniem i widziałem, że w jej głowie szybkim tempie przelatują różne myśli, chyba wspomnienia.
- Mówisz jak jakiś "Dżin", a na takiego mi nie wyglądasz. - nie wiem czy dobrze to interpretuje, ale uznałem to za komplement (nie wyglądam na taniego iluzjonistę, który wmawia wszystkim, że czaruje) i uśmiechnąłem się lekko. Widocznie spodobał się jej mój uśmiech, bo na jego widok momentalnie ułożyła usta w podkówkę ukazując białe zęby, ale gdy zauważyła swój odruch, znów zaczęła się ze mną spierać:
- Twój uśmieszek na mnie nie działa. - sama sobie zaprzeczała i pozwoliłem sobie to wykorzystać.
- Właśnie widzę - sarknąłem i zaśmiałem się - Ale nie tylko to mam do zaoferowania. - uśmiechnąłem się pod nosem.
- Masz chyba na kim próbować te swoje sposoby, ale mnie możesz sobie odpuścić. - szczeka mi opadła. Co? Mówiła, że mnie nie zna.
- Co? - zapytałem zaciekawiony stylem swojego życia widzianym przez inną osobę.
- To co słyszałeś, nie masz najlepszej reputacji na świecie, ale widocznie za to ludzie cie kochają - powiedziała - "Zayn Malik zdradza Perrie na prawo i lewo" - zacytowała zapewne jedno z wielu tytułów z kolorowych gazetek. - Jesteś wprost ideałem islamskiego męża - skomentowała, ale wyczułem, że to nie był sarkazm - przynajmniej nie wyżywasz się na niej.
- Właśnie, a ona tego nie docenia. - odpowiedziałem, by wbić się w klimat rozmowy, ale najwidoczniej to była zła odpowiedź.
- Skończyłeś już? Bo mam zamiar wychodzić. - powiedziała i skierowała się w stronę drzwi. Doszła do nich i zatrzymała się przed progiem ich progiem. Wskazała mi ręką wyjście, ale ja jako gentleman nie mogłem pozwolić, by kobieta mnie przepuszczała.
Stanąłem za nią i chwyciłem ją w talii kierując jej sylwetkę w stronę wyjścia. Pochyliłem się też w stronę jej ucha szepcząc:
- Wiem o tobie więcej niż ci się wydaje. - pogłaskałem jej policzek wierzchem dłoni i założyłem pasemko jej ciemnych włosów za ucho - Jeszcze się spotkamy.
Oplatając jej plecy ramieniem wyprowadziłem ją z pomieszczenia, po czym wyminąłem ją stając do niej przodem. Wyciągnąłem z tylnej kieszeni wizytówkę i podałem jej uśmiechając się. Jej twarz była blada, bez emocji, ale widziałem w jej głębi promyczek niepokoju. To właśnie chciałem osiągnąć i jak zawsze mi się udało.
***
Wyszedłem z budynku i od razu wyciągnąłem paczkę papierosów. Była mi teraz strasznie potrzebna, bo moja złość, którą próbowałem ukryć z minuty na minute stawała się coraz większa.
Wyciągnąłem jednego papierosa i z wprawą zapaliłem końcówkę. Włożyłem go między zęby i zaciągnąłem się od razu czując znaczący wpływ tytoniu.
Wyjąłem z kieszeni telefon i wybrałem numer.
- Tu Zayn, masz chwile?
- Dla ciebie zawsze.
- Znajdź mi coś na niejaką Grey.
- Będzie trudno, nieskazitelna sztuka, ale jakoś sobie z nią poradzę, jakby co to wymyślimy coś.
- Dzięki, można na ciebie liczyć. - tymi słowami skończyłem rozmowę. 

środa, 1 października 2014

Część 2.



Perrie nie umiała się na mnie zbyt długo gniewać i żałuję tego, bo po 15 minutach przyszła do kuchni, gdzie piłem świeżo zaparzoną kawę. Usiadła na blacie i patrzyła na mnie swoim uwodzącym wzrokiem. Kiedyś mnie to kręciło, ale teraz... Nic dla mnie nie znaczy. Nie pojmuję jak to uczucie przez rok potrafiło się zniszczyło.
Gdy chciałem odejść od stolika Perrie zatrzymała mnie słowami:
- Jesteś zły? - na te słowa odwróciłem się.
- No co ty? Dlaczego miałbym być? - sarknąłem, ale Perrie widocznie tego nie zauważyła.
- To ja powinnam być zła. - powiedziała z uśmiechem i przystawiła swoje usta do moich, ale ja tylko cmoknąłem ją w policzek co bardzo ją zezłościło.
- Zayn. Co się z tobą dzieje? - zapytała rozczarowana.
- Przyjeżdżasz z trasy, bo stęskniłaś się za psem, a ja miałem inne plany niż siedzenie w domu i wysłuchiwanie o twoich problemach. Dobrze wiesz, że nie jest już tak jak kiedyś. - powiedziałem pod wpływem emocji.
-Myślałam... - powiedziała załamanym głosem i nie dokończyła.
- ...że związek na odległość ma sens? Też tak myślałem dopóki nie znalazłem się w takiej sytuacji. Widocznie oboje się myliliśmy.
- Myślałam, że jeszcze mnie kochasz. - dokończyła po chwili ciszy.
- Nadal kocham, ale w inny sposób. - powiedziałem prawdę, bo nienawiść to inna forma miłości, ona nie musi o tym wiedzieć.
Odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę garderoby.
- Gdzie idziesz? - zapytałem, szczerze zaciekawiony jej reakcją.
- Pakować się. - odpowiedziała krótko i odwróciła wzrok.
- Gdzie się wybierasz? - zapytałem z nutką nadziei, że Perrie się wyprowadza.
- Jutro wyjeżdżam, mam koncert. Już nie pamiętasz? - odpowiedziała w jednej chwili niszcząc wszystko. Wtedy mnie olśniło, przyjechała, by mnie sprawdzić.
- Aż tak mi nie ufasz? - zapytałem zszokowany jej zachowaniem.
- O co ci znowu chodzi? - Czyżby udawała?
- Przyjechałaś żeby mnie sprawdzić? - wybuchłem. Chwyciłem ją za nadgarstki i w żelaznym uścisku dłoni przytrzymałem przy ścianie.
- Każdy wie, że pieprzysz każdą, a teraz jeszcze odzywają się w tobie islamskie nawyki. - serce mi stanęło, nie wiedziałem co odpowiedzieć, ona wiedziała co mówi.
- Dobrze wiesz, że nigdy nie zrobiłbym ci krzywdy. - puściłem jej ręce, a ona rozmasowała je drżącymi dłońmi.
Poszedłem za nią do garderoby i opadłem na sofę ustawioną w rogu pomieszczenia.
Kiedy poczuła ona, że czuję się winny za moje "islamskie wybryki" zaczęła opowiadać mi o koncercie, który ją czeka.
Moje myśli uciekały, a powieki stawały się z minuty na minutę coraz cięższe...
(Siedziałem przy barze pijąc kolejną kolejkę. Od kilkunastu minut wpatrywałem się w jeden punkt przede mną. Była nim szczupła brunetka tańcząca w tłumie ludzi. Nieznajoma wyróżniała się, była inna od reszty, ubrana w śnieżnobiałą sukienkę sięgającą do połowy ud tańczyła wolniej niż pozostali.
Moje źrenice rozszerzyły się, gdy napotkała moje rozpalone spojrzenie. Zmierzyła mnie wzrokiem i uśmiechnęła lekko...)
Ze snu wyrwał mnie wilgotny od czyjejś śliny policzek. Czyżby Perrie nie mogła wytrzymać? Ona nie ma umiaru.
Otworzyłem oczy gotowy, że zobaczę ją przyssaną do mojego policzka. Ledwo rozpostarłem powieki, a już ukazało mi się nic innego jak pies. Prawie spadłem z sofy, kiedy w ostatniej chwili podparłem się na ręce.
Skąd on się tu wziął? I czy scenka w barze była snem?

***

Wracam do was po bardzo, bardzo długiej nieobecności. Mam nadzieje, że jeszcze ktoś pamięta o tym blogu. Mile widziane komentarze.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

"Moje idee to gwiazdy, których nie potrafię ułożyć w konstelacje." - Blog zawieszony.

 Hej, *muzyka*
Jak już wiecie po tytule postanowiłam zawiesić wszystkie moje blogi z opowiadaniami, ponieważ nie wyrabiam już na zakrętach. Wiem, może to strasznie głupio brzmi, ale taka prawda. Po prostu nie mam pomysłów na dalsze przygody "bohaterów" opowiadań.

Podjęłam taką decyzje i nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek wróce do pisania. Przepraszam tych, którzy czytali moje wypociny (jeśli w ogóle takie osoby kiedyś istniały). Wiem, że zawiodłam Was na całej linii, ale nie miałam innego wyjścia, wcześniej czy póżniej i tak bym podjęła tą samą decyzje.



piątek, 1 sierpnia 2014

Nowa historia

Hej,
Wiem, że pewnie czekaliście na następny rozdział (jeżeli ktoś w ogóle czekał), ale niestety nie mam za dużo czasu. Rozdział postaram się dodać w najbliższym czasie, a do tej pory musicie zadowolić się moim nowym blogiem z opowiadaniem. Pisze go razem z Monicą, która jest naprawde w tym świetna, więc mam nadzieje, że to połączenie razem z historią będzie sukcesem.
Only in my dreams I can go back to what over.
 Zapraszam do czytania i komentowania oraz życze miłych wakacji.

piątek, 4 lipca 2014

Część 1.



Dzisiejszego dnia obudziłem się zaskakująco wcześnie, może dlatego, że byłem lekko poddenerwowany spotkaniem z szefem Modest'u. Nie wiem dlaczego dopiero teraz się na nie zdecydowałem, ponieważ od dawna nie układa mi się z Perrie. Właściwie o jego końcu i początku naszego związku miał zdecydować Modest.
Podniosłem się do siadu i spojrzałem na drugą stronę łóżka. Była pusta. Bardzo mnie to nie zdziwiło, bo wczoraj moja żona(nie wiem czy mogę ją tak nazwać, ale mam to w papierach)wyjechała w trasę koncertową do Stanów. Raczej bardziej byłbym zaskoczony, gdyby leżała koło mnie.
Zszedłem po schodach do idealnie urządzonej przez Perrie kuchni. Przejechałem palcami po mahoniowym blacie, tym samym przypominając sobie nasze upojne noce zaczynające się w kuchni.
Zrobiłem sobie kawe, po czym wróciłem do sypialni i ubrałem czarne spodnie i bluzę tego samego koloru z białym napisem "Cool kids don't dance." Przed wyjściem spojrzałem ostatni raz w lustro i ubrałem buty i wsiadłem do auta, czekającego na mnie przed domem.
Jeździłem bez celu po ulicach Londynu, kiedy przypomniałem sobie co jest celem mojej podróży. Odtworzyłem w głowie drogę do wielopiętrowego budynku. Z tego co pamiętałem znajdował się dość blisko miejsca gdzie właśnie się znajdowałem.
Dojechanie do siedziby Modest'u zajęło mi mniej więcej 15 minut. Wjechałem do podziemnego garażu, gdzie czekał już na mnie menager. Wyszliśmy z podziemia i wjechaliśmy windą na piąte piętro, gdzie od razu zauważyliśmy drzwi do biura szefa Modest'u, w którym byłem częstym gościem. Weszliśmy bez pukania do przestronnego pomieszczenia utrzymanego w jasnych kolorach. Na środku znajdował się czarny stół, a wokół niego stało około sześć krzeseł, które miały wyglądać jak ze szkła. Pewnie miały siać niepokój ludzi, którzy mieli na nich usiąść. W moim domu też znajdowało się takich kilka, więc nie dałem się na to nabrać.
- Witam - przywitał mnie mężczyzna w średnim wieku gestem podania ręki, który po chwili odwzajemniłem podając mu swoją. Mój menager zrobił to samo, po czym zajęliśmy nasze miejsca.
- Co sprowadza pana do nas, panie Malik? A gdzie pani Malik? - zapytał ze sztucznym uśmiechem, który triumfował mu na twarzy.
- Właściwie to już niedługo nie będzie panią Malik. - odpowiedziałem, a on spojrzał na mnie pytająco.
- Jak to? Przecież podpisaliśmy umowę? - podniósł się z miejsca i zaczął gestykulować dłońmi.
- Chce rozwiązać umowę, nie zależy mi na pieniądzach.
- Też mi na nich nie zależy.
-  Uważaj, bo ci uwierzę. - prychnąłem głosem przesiąkniętym sarkazmem.
- Dobra, zróbmy tak - znajdziesz haka na Perrie i zrobisz aferę. Wtedy wycofam umowę i będziesz mógł pokazywać się ze swoimi laluniami, ok?
- O jakich laluniach mówisz?
- Ty już dobrze wiesz. - wstałem i podałem mu rękę, a mój menager zrobił to samo kilka sekund później.
Wyszliśmy z pomieszczenia, a ja zwróciłem się do faceta, który był odpowiedzialny  za moje interesy i negocjacje w imię mojego dobra, a tymczasem nic nie zrobił, bym stanął na wygranej pozycji.
- Co to miało być? Płace ci chyba za bronienie mojego dobrego imienia, a ty nie powiedziałeś nic.
- Co miałem zrobić, miałem przecież się nie wtrącać.
- Ale to było dawno.
- Czyli mniej więcej godzinę temu.
- Czyli dawno, ty masz wiedzieć kiedy się wtrącać, a kiedy nie. Ja się na tym nie znam, ale widocznie ty wiesz mniej na ten temat.
- Jestem zwolniony, tak? - powiedział z niezbyt zdziwioną miną.
- Nie. - sarknąłem, ale widocznie on nie zauważył tego.
- Serio? - zapytał zdezorientowany, jestem winny przeprosiny jego psychiatrze, bo zniszczyłem pewnie sporo jego już dość dobrze zepsutą psychikę.
- Spierdalaj, zwalniam cię. - krzyknąłem i wyszedłem z budynku.
***
Siedziałem na kanapie popijając whiskey i myślałem co zrobić, by uwolnić się od Perrie. Z rozmyślań wyrwał mnie roznoszący się po całym domu dźwięk dzwonka do drzwi. Pokonałem parę metrów i znalazłem się przed drzwiami, które prowadziły do wejścia. Przekręciłem zamek, a moim oczom ukazała się blondwłosa dziewczyna, którą bardzo dobrze znałem.
- Hej, wywalili cie z zespołu, że przyjechałaś? - zapytałem, po czym otworzyłem szerzej drzwi, by mogła wejść. Dała mi buziaka w policzek i dalej kontynuowała zaczętą wcześniej rozmowę:
- Może to by było nawet lepsze, przynajmniej częściej byśmy się widzieli.
Czy ona jest taka głupia czy tylko udaje, nie widzi, że w naszym związku już wszystko pozamiatane?
- Byłoby świetnie, ale ty przecież kochasz swoich fanów, chyba nie chcesz im tego zrobić. - wymyśliłem na szybko jakąś wymówkę, żeby Perrie nie porzuciła swojej kariery, bo przecież po rozwodzie tylko to jej zostanie.
- Masz racje - odpowiedziała i przytuliła się do mnie, po czym zaczęła szukać naszego psa. - A tak poza tym to gdzie jest nasz pies? - zatkało mnie, myślałem, że nie zapyta, ale to moja wina bo wypuściłem go z domu. Myślałem, że nic mu się nie stanie, a teraz pewnie jest na jakiejś licytacji jako pies Zayn'a Malik'a i Perrie Ewards. Nie chciałem jej tego mówić, więc postanowiłem odwrócić jej uwagę.
- Interesujesz się tylko psem, a mnie to masz w dupie. Zainteresowałabyś się mną, ale dla ciebie ważniejszy jest pies.
- A może jeszcze mam się interesować dziwkami, które posuwasz jak mnie nie ma.
- O jakich dziwkach mówisz? - spytałem, udając, że o niczym nie wiem.
- Twój menager mi powiedział.
- Ja nie mam menagera, dziś go zwolniłem. Chcesz wiedzieć co stało się z twoim pieskiem? Wywiozłem go do dżungli. - nie wytrzymałem i skłamałem, dziwka nie będzie ze mną tak gadać.
- A tak serio? - zapytała nie mogąc uwierzyć w poprzednią wersje.
- A tak serio to zawiozłem go do rzeźni, która nazywa się "Dżungla".
- Ze mną zrobisz to samo?
- Ciebie pogrzebie żywcem.
- Już idę się pakować. - odpowiedziała i ruszyła w stronę sypialni.